@RT   moja  strona  o  sztuce

 

Jerzy Liebert

 

Uczę się ciebie człowieku

Uczę się ciebie człowieku.
Powoli się uczę, powoli.
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,
Pod wieczór niczemu nie wierzy,
Czy wątpi, czy ufa – jednako -
Do ciebie, człowieku należy.

Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem,
Ale twe ranne wesele,
Twą troskę wieczorną rozumiem.

 

Serce

 

Serce Twe jest jak klatka mała i różowa,
W której paluszkach perła i słowik się chowa.

Od perły serce płonie, staje się przejrzyste -
Słowik przez nie spogląda, jak przez szkiełko czyste,

I widząc na różowo świat, niebo i ludzi,
Przelewa drżącą perłę w gardziołku i studzi.

Lecz jedna perła rodzi, pereł coraz więcej,
Coraz ciaśniej jest w sercu, i coraz goręcej,

Więc słowik z trwogi woła, że świat się zapalił,
Lecz głos mu się w gardziołku perli i krysztali,

I języczek jak kropla spada rubinowa
Od pragnienia na poły blada i różowa.

I słowik, tonąc w perłach gorącego trunku,
Główką, boleśnie zgiętą, przyzywa ratunku.

 

Do matki

Pod twoim wzrokiem, Matko, jak pod wielkim cieniem,
Za który oddam chłody całej flory świata,
Wyrasta moja miłość i w ciebie się wplata,
Jak drzewo w głębie ziemi idące korzeniem.

Pierś moja się podnosi wraz z twoim westchnieniem,
A z twoim niepokojem sen z powiek mych wzlata -
Tak oto, co dni wzięły, oddają nam lata.
Znów na dźwięk twego głosu staję zamyślony.

Jak zgiełk cichnę, jak wieczór w twe oczy zapadam,
Przed samym sobą w tobie szukając obrony,
Znowu dłonią najdroższy zarys twarzy badam,
A pod palcami smutek, znajdując rzeźbiony,
Już o nic się nie pytam, nic nie odpowiadam...

 

Jeziora górskie

Pośród skał twardych, złomów z granitu,
W dolinach górskie jeziora śpią,
W spowitych sennie ciszą i mgłą
Śnieg się przegląda ze szczytu.

W oprawie mocnej, w pierścieniu z głazów
Świecą ich sine, przejrzyste dna,
Potok nad nimi jak struna łka
Szmery miłosnych wyrazów.

Dzień wstaje z wolna, patrzy w zadumie,
Zanurza place różowe w toń,
Później ze wstydu podnosi dłoń,
Że pieścić lepiej nie umie.

 

 

Jasny szpaler

Już mi cię nikt nie odbierze
Ni winorośli pnącze
Które na cichym parterze
Rozwarte okna plącze

Ani złocisty parów
Ani grabowa altana
Co się kołysze czaru pełna
I zadumana

Nikt mi cię nie odbierze
Nie może nikt
Bo gdzieżby odnaleźć
Ślad twych ścieżek
Gęstwiny przeszukać

Swą złotą od lata ręką
Zsyłasz mi ciężkie płody
Owoce miłowania
Jak na pogańskie gody

Już mi tam żadne słowa
Nie będą nad twoje słodsze
Cieplej się moja głowa
O inne palce nie otrze

Choć nie wiem jak cię miłować
Jak pożądanie przeżyć
Jesteś tak dziwny jak w jasny dzień
Ledwie wstający półksiężyc

 

Natchnienie bolesne

Wśród złych moich uczynków, jak wśród traw ospałych,
Płynie Twój strumień, Panie
Porusza moje ziemie, otwiera moje skały,
Twarde, znieruchomiałe.

Pozwól za tym strumieniem i miodu, i mleka
Ludziom wejść na nie.
O człowieka, o miłość człowieka
Modlę się, Panie.

 

Pasterka

Ptaki niby dzwoneczki cieszą się kolędą.
Chrystus się nam narodził i nowe dni będą.
Do stajni betlejemskiej aż od brzegów Wisły
Z ptakami smukłe sarny dziwować się przyszły.

Wiewiórka zęby szczerzy i w niebo się patrzy,
Jak dwa gołębie płyną na Błękitnej tarczy.
I kwiaty, choć to zima, czas mroźny i cichy,
Niosą mirrę, kadzidło i złote kielichy.

I pawie przyfrunęły z krajów cudzoziemskich,
By swe pióra przyrównać do skrzydeł anielskich.
A mały Chrystus smutny w drzwi patrzy i czeka,
By pośród witających zobaczyć człowieka...

 

WSTECZ

 

STRONA GŁÓWNA