@RT   moja  strona  o  sztuce

 

Wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie
pt. "Malarstwo francuskie
od Maneta po dzień dzisiejszy"
(19 lutego - 20 marca 1937)

 

 

I. Prezentacja wystawy

 

Prezydent RP Mościcki z ambasadorem Francji Noël'em i dyr.MN Lorentzem, w gmachu przy Al.3 Maja 13 (ob.Al.Jerozolimskie), 17.III.1937

 

W pewien piątkowy wieczór dziewiętnastego lutego 1937 roku została otwarta w warszawskim Muzeum Narodowym w budynku na Podwalu przy Al. 3 Maja 13 (ob. Al. Jerozolimskie) wystawa zatytułowana "Malarstwo francuskie od Maneta po dzień dzisiejszy", zorganizowana pod auspicjami Rządu Francuskiego przez L'Association Française d'Expansion et d'Échanges Artistiques przy współudziale Muzeum Narodowego w Warszawie. W dwu parterowych salach muzealnych pokazano wówczas 89 wybitnych płócien 55 artystów francuskich. Każdego artystę reprezentowało jedno lub dwa, najwyżej cztery dzieła. Wystawa ta była retrospektywnym przeglądem obejmującym przeszło 60 lat. Jej organizatorzy przyjęli, że będzie ona przedstawiała w formie skróconej ewolucję sztuki francuskiej na przestrzeni minionego półwiecza oraz będzie "próbą wytłumaczenia teraźniejszości przez konfrontację z bliską przeszłością".
       Wyjątkowe znaczenie tego przedsięwzięcia polegało na zaprezentowaniu artystów będących już wówczas "klasykami" sztuki europejskiej oraz świetnym zestawieniu ich najznakomitszych dzieł. Wśród malarzy impresjonistów, takich jak Mary Cassatt, Edgar Degas, Edouard Manet, Claude Monet, Berthe Morisot, Camille Pissaro, Auguste Renoir, Alfred Sisley oraz postimpresjonistów (Paul Gauguin, Paul Cézanne, Henri de Toulouse - Lautrec) i neoimpresjonistów (Paul Signac, Georges Seurat, Henry Cross) znaleźli się tu też przedstawiciele francuskiej sztuki przełomu XIX i XX wieku, przykładowo Odilon Redon oraz nabiści (Pierre Bonnard, Maurice Denis, Kerr - Xavier Roussel, Félix Vallotton, Edouard Vuillard), a także fowiści (Henri Matisse, Albert Marquet, André Derain, Raoul Dufy, Othon Friesa, Georges Rouault, Maurice Vlaminck, Kees van Dongen), kubiści (Georges Braque, Fernand Leger, Pablo Picasso), ponadto: Amadeo Modigliani, Chaim Soutine, Maurice Utrillo i wielu innych.
           Natomiast wśród obrazów można wymienić kilka prawdziwych arcydzieł, jak Moneta Impresja, Most w Argenteuil oraz Les Tuileries, a także jedna z jego cyklu Katedr w Rouen, Maneta m.in. Portret Zoli, Martwa natura z rybami, Degasa Portret wiolonczelisty Pileta i Dżokeje na treningu, Gauguina Biały koń oraz Dzień dobry panie Gauguin, Cézanne'a Martwa natura z jabłkami, Portret żony oraz Kobiety w kąpieli, Toulouse - Lautreca Akt w pracowni (Akt na tle wnętrza) i portret Jeanne Avril, Sisleya Śnieg w Louveciennes, Most w Moret, ponadto Bonnarda m.in. Toaleta oraz Picassa Kobieta z mandoliną i Otwarte okno. Poza wyżej wymienionymi dziełami w katalogu znalazły się również reprodukcje obrazów Matisse'a, Modiglianiego, Morisot i kilku innych malarzy.
         Założeniem organizatorów było, jak wyjaśniał w przedmowie do Katalogu wystawy Claude Roger - Marx, przedstawić ewolucję artystów i uzmysłowić różnorodność ich sztuki, przykładowo: sztuka Maneta i jego związki z nowszymi szkołami artystycznymi, wczesne i dojrzałe dzieła Moneta, trzy etapy twórczości Cézanne'a. Próbowano zaprezentować w jakiś sposób serię wybitnych portretów Maneta, Degasa, Renoira, Cézanne'a, Toulouse - Lautreca, Vuillarda. Zilustrowano dzieje aktu kobiecego od Maneta do Modiglianiego, dzieje martwej natury od Maneta do Bonnarda, dzieje pejzażu od Moneta do Vlamincka. Nie pominięto również artystów obcego pochodzenia związanych ze sztuką francuską, np. Jongkind, Mary Cassatt, Modigliani, Picasso, Soutin (zabrakło natomiast Vincenta van Gogha) oraz twórców ówczesnych (żyjących): Bonnard, Vuillard, Matisse, Rouault, Marquet, Picasso, Dufy, Braque, Segonzac, Vlaminck, Derain i inni.
         Na podsumowanie należałoby przytoczyć tu myśl Claude Rogera - Marxa, który zasugerował, że powyższy "zbiór dzieł dąży do wytworzenia jednolitej całości, ku radości oczu i ducha".
         Wystawę trwającą od 19 lutego do 20 marca obejrzało ponad 60 tysięcy osób, a wśród nich władze państwowe (prezydent Mościcki, marszałek Rydz - Śmigły) oraz młodzież, artyści, amatorzy sztuki - nie tylko mieszkańcy stolicy, ale również przyjezdni z Krakowa, Lwowa, Wilna, Poznania, Łodzi i Lublina.
       Ogólnie i powszechnie wystawa cieszyła się ogromnym zainteresowaniem nie tylko wśród zwykłych rzeszy społeczeństwa polskiego, ale przede wszystkim w środowiskach intelektualnych i artystycznych 20-lecia międzywojennego. Byłoby może inaczej, gdyby nie wcześniejsze, chociaż słabe, kontakty Polaków z nowoczesną sztuką francuską. A o tym w skrócie poniżej.

 

 

II. Historia percepcji nowoczesnej sztuki francuskiej w Polsce

 

Historia polskiej znajomości nowatorskich tendencji sięga lat 70-tych XIX wieku, kiedy to impresjoniści zaczęli walczyć o pozycję w sztuce francuskiej. Początkowo impresjonizm oceniany był dość krytycznie lub traktowany tylko jako ciekawostka czy eksperyment. Szereg znaczących wypowiedzi na jego temat pojawiło się w latach 90-tych.
        Jednakże nowa sztuka - jak pisał Witkiewicz - postrzegana była jako choroba czy wręcz nerwoza wieku (Gerson) lub też dziwactwo, a impresjoniści uważani byli za dekadentów malarstwa (Jakimowski). W wielu innych wypowiedziach prądy najnowsze zasadniczo wyśmiewano, często uznawano za brak umiejętności artystycznych. Natomiast znaczącą rolę w zmianie nastawienia do nowoczesnego malarstwa spełniał warszawski "Przegląd Tygodniowy". Informowano w nim czytelników o nowych kierunkach w sztuce oraz twórczości awangardowych malarzy.
           Jednakże mimo wszystkich tych wypowiedzi społeczeństwo polskie niewielką miało wiedzę na temat ówczesnej sztuki, a jeszcze mniej ją znało. Tak naprawdę w Polsce nie było szansy bezpośredniego i osobistego kontaktu ze sztuką Maneta, Moneta, Degasa, Gouguina, Cézanne'a czy innych nowatorskich malarzy. Jeszcze w końcu XIX wieku społeczeństwo polskie miało tylko możliwość poznania nowoczesnego malarstwa francuskiego z nielicznych opracowań lub rzadko pojawiających się reprodukcji. Natomiast wystaw sztuki francuskiej w Polsce nie było prawie wcale. Wyjątkową rolę w tej dziedzinie spełniał w Warszawie na początku XX wieku Salon Krywulta.
        Wydarzeniem istotnym w polskiej kulturze artystycznej była wystawa sztuki francuskiej w warszawskiej Zachęcie w październiku 1911 roku. Pokazano wtedy 153 dzieła malarstwa (82 artystów, m.in. Bonnard, Denis, Manet, Monet, Pissaro, Renoir, Roussel, Sisley, Vuillard), 106 prac graficznych (16 artystów), 40 prac rzeźbiarskich (22 artystów, m.in. Bourdelle'a, Charpentiera, Dolou, Rodina). Mimo skromnego oddźwięku w prasie krajowej, wystawa została przyjęta pozytywnie.
         Również w późniejszych latach odbywały się wystawy prac impresjonistów, postimpresjonistów czy nabistów.
      Jeśli zaś chodzi o krytykę artystyczną, w kraju przychylnie zaczęła odnosić się do nowszej sztuki francuskiej zasadniczo właśnie na początku XX wieku. Wtedy to zajęto się szczególnie twórczością impresjonistów, a także post- i neoimpresjonistów.
       Natomiast w okresie, gdy zaczęły rodzić się we Francji awangardowe nurty artystyczne, stosunek Polaków do fowizmu czy też kubizmu był jeszcze raczej dość nieprzychylny. Dopiero w latach 20-tych oraz 30-tych XX wieku zaczęło coś się zmieniać w świadomości artystycznej społeczeństwa polskiego. Wiązać to można z pojawieniem się awangardowych prądów na naszych ziemiach takich, jak "formizm", "konstruktywizm" czy "abstrakcjonizm".
       Można przyjąć, że Polacy zaczęli dostrzegać wówczas awangardowe kierunku, a impresjonizm zaakceptowali już wtedy całkowicie. Jak zauważyła w swojej pracy Zofia Baranowicz "impresjonizm w Polsce był ciągle zjawiskiem żywym, choć występował w formie zdegenerowanej. Najwyższą czcią otoczeni byli twórcy, dla których impresjonizm wiązał się z okresem ich najwybitniejszych osiągnięć z czasów młodości (...) panował na oficjalnych salonach i w krakowskiej ASP. Pseudoimpresjonistyczne pejzaże i sceny rodzajowe kształtowały gust publiczności (...) Jedynie w szeregach awangardy impresjonizm nie budził żadnych gwałtownych uczuć; nie podniecał ani nie prowokował do walki - był zbyt odległy. Dzięki temu oceniano go sprawiedliwie jako kierunek twórczy, który wniósł do historii sztuki trwałe i ważne zdobycze". Jednocześnie począwszy od lat 30-tych w polskim środowisku artystycznym duży wpływ na gusty szerszych kręgów społeczeństwa polskiego mieli kapiści, którzy stali się głównym filarem polskiego koloryzmu.
       Szczególnie dużo uwagi poświęcano wówczas omówieniu impresjonizmu, nie zapomniano przy tym również o sztuce francuskiej z pierwszych dziesiątków XX wieku.
       Ponadto w pismach specjalistycznych takich, jak "Sztuki Piękne", "Głos Plastyków", "Arkady", "Nike" oraz w osobnych publikacjach pojawiły się liczne studia na temat malarstwa francuskiego ostatnich 50 lat.
       Szczególnie przed II wojną światową w polskich czasopismach pojawiło się naprawdę dużo różnorodnych, zasadniczo przychylnych wypowiedzi dotyczących sztuki francuskiej mijającego półwiecza. Związane było to z opisaną już przeze mnie wystawą malarstwa francuskiego w 1937 roku. Wydarzenie to miało najdonioślejsze znaczenie w dotychczasowej historii percepcji nowoczesnej sztuki francuskiej w Polsce. I właśnie tym problemem w szczególny sposób pragnę zająć się w niniejszej pracy.

 

 

III. Prasa polska wobec wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie w 1937 r.

 

Oddźwięk prasy krajowej był pełen entuzjazmu. Jak pisał dwa miesiące później w swoim bilansie wystawy Jerzy Wolff: "Wystawa malarstwa francuskiego (...) była na terenie polskiego życia kulturalnego wydarzeniem wagi niezmiernej. Polacy zetknęli się po raz pierwszy gromadnie z wielką sztuką dziewiętnastego i dwudziestego wieku". Autor dalej stwierdza, że wystawa ta była "otwarciem okna na świat", a "publiczność kierował do Muzeum Narodowego często snobizm, moda (...), ale przecież byli tacy, którymi kierowały inne pobudki". Następnie dowiadujemy się, iż zainteresowanie wystawą było ogromne, a sukces przy tym bardzo wielki, ponadto "recenzje prawie jednogłośnie bardzo przychylne, czasem entuzjastyczne, chociaż opinie zróżnicowane". Nieco inna w tonie jest natomiast wypowiedź Tytusa Czyżewskiego z tego samego numeru "Głosu Plastyków".Dostrzegł on mianowicie, że "zainteresowanie, jakie wzbudziła wystawa malarstwa francuskiego w Warszawie, było przejawem jej zapotrzebowania przez publiczność i artystów polskich, a także jej dodatniego działania na naszą kulturę plastyczną". Bardzo cenne wydają się być przede wszystkim jego uwagi dotyczące odbioru współczesnej sztuki francuskiej w Polsce. "Kwestia ważności (...) sztuki francuskiej współczesnej - pisał Czyżewski - nie jest jeszcze w Polsce całkowicie rozwiązana, ani zrozumiana (...), malarstwo francuskie jest (...) jakąś niezgłębioną puszczą, w której od czasu do czasu gubią się śmiali podróżnicy (...), dla publiczności polskiej, dla części krytyki, a także dla wielu polskich artystów jest jeszcze ową "ziemią nieznaną" pełną dziwów, egzotycznych potworów i pozaziemskiej atmosfery". Zauważył, że krytyka oficjalna była w zasadzie pochlebna, usiłowano bowiem pisać dobrze, a przy tym robić głupie uśmieszki w stronę nowego malarstwa, tak jak część publiczności, która była nastrojona raczej sceptycznie. Czyżewski przytoczył tu przypadek pewnej starszej pani, dla której wystawa była skandalem. Natomiast jego własny stosunek do współczesnego malarstwa francuskiego był nader pozytywny. Według niego jest ono "kwintesencją smaku", a jako najważniejsze cechy wymienił prostotę środków, skromność, zupełny brak gadulstwa, dążenie prosto do celu w środkach plastycznych, brak efekciarstwa, poczucie rzeczywistości, poczucie plastycznej poezji. Zdaniem Czyżewskiego malarstwo francuskie ówczesnej doby to przede wszystkim wielkie poczucie ludzkości, a jednocześnie łatwość zrozumienia się widza i malarza - jest jego najważniejszym punktem. Natomiast dla Polaków ta prostota i ludzkość obrazów francuskich zdają się być podejrzane i są przy tym często lekceważone. Według Czyżewskiego to właśnie impresjonizm jest epoką odrodzenia współczesnego malarstwa. Jego twórcom poświęca sporo uwagi, trafnie określa malarstwo Moneta, Degasa, Cézanne'a, a także fowistów i kubistów.
       Natomiast trochę inaczej wyglądały recenzje wystawy w prasie codziennej lokalnej, głównie warszawskiej i poznańskiej czy ogólnokrajowej. Zasadniczo, jak już wspomniałam, prawie wszystkie gazety były pełne uznania, niezależnie od ich linii politycznych, od prawicowych i narodowych takich, jak "Kurier Warszawski", "Wieczór Warszawski" czy "Nasz Przegląd" (niezależna gazeta żydowska) oraz nacjonalistycznego "Prosto z mostu" poprzez narodowo-demokratyczne: "Kurier Poranny", "Goniec Warszawski", "Ilustrowany Kurier Codzienny", "Dobry Wieczór", "Kurier Czerwony", "Warszawski Dziennik Narodowy", "Gazeta Polska", a także konserwatywny "Czas", liberalny "Kurier Polski" oraz związana z wojskiem "Polska Zbrojna" aż do lewicowych "Wiadomości Literackich" i "Robotnika", jak również liczne gazety niezależne czy po prostu o orientacji prospołecznej, między innymi: "Bluszcz" (pismo kobiece), "Pion" i inne. Nie zabrakło także recenzji w czasopismach poświęconych bardziej kulturze i ogólnie pojętej sztuce (poznańska "Kultura", "Merkuriusz Polski", "Tygodnik Ilustrowany", "Wiadomości Literackie", "Arkady" czy wspomniany już "Głos Plastyków").
       Doskonałe recenzje napisali między innymi: Juliusz Starzyński, Mieczysław Wallis, Jadwiga Puciata - Pawłowska, Wiliam Horzyca, Mieczysław Sterling, Zofia Norblin - Chrzanowska, Konrad Winkler, Jan Kurzawa, Wacław Husarski, Tadeusz Pruszkowski, Roman Zrębowicz i inni. Byli to przeważnie znani i wysoko cenieni ludzie pióra, krytycy sztuki, często także artyści, rzadko pisali ludzie pozbawieni wiedzy i dobrego smaku, natomiast wypowiedzi zupełnie anonimowych czy podpisanych tylko inicjałami lub pseudonimem było niewiele. Wszystkie uwagi na temat samej wystawy jak i sztuki francuskiej mogą świadczyć o wysokim poziomie kultury artystycznej wśród polskich intelektualistów.
       Ogólnie należy stwierdzić, iż oddźwięk prasowy był bardzo duży. Ilość artykułów, informacji i wzmianek o wystawie, a także na temat współczesnego malarstwa francuskiego można liczyć na kilka dziesiątek. W związku z wystawą wygłoszono szereg odczytów, a także wydano Przewodnik po wystawie.
       Mój szczegółowy przegląd prasy krajowej zacznę od sprawy stosunku poszczególnych publicystów do samej wystawy i jej znaczenia, następnie chciałabym przejść do problemu stosunku Polaków do sztuki francuskiej ogólnie, a także osobno impresjonizmu i kierunków początku XX wieku. Dalej zajmę się odbiorem twórczości najwybitniejszych przedstawicieli nowoczesnej sztuki francuskiej.
       Jak już zaznaczyłam w pierwszej części niniejszej pracy, wystawa wzbudziła bezprzykładne zainteresowanie, a jej powodzenie przeszło najśmielsze oczekiwanie. Większość publicystów podkreślała, że była ona dużej miary wydarzeniem w życiu kulturalnym czy wręcz wydarzeniem najdonioślejszym lat ostatnich w Polsce. Natomiast w "Gońcu Warszawskim" napisano z przekąsem, że "nawet dla laika jest ciekawa". Ponadto Z. Norblin - Chrzanowska w swoich superlatywach poszła jeszcze dalej, stwierdzając, iż wystawa ta "jest ewenementem wprost wyjątkowym". W wielu czasopismach akcentowano jej dużą wartość, bezsporne, a nawet przełomowe znaczenie dla polskiej kultury plastycznej. Pisano także, że "większość widzów i artystów polskich ma sposobność po raz pierwszy zapoznać się bezpośrednio z wielką paletą francuską" i spotkanie to "będzie punktem zwrotnym w rozwoju artystycznym Warszawy". Ponadto publicyści podkreślali dobre zorganizowanie wystawy, a jednocześnie zdumieni byli "ilością potężnych indywidualności" zgromadzonych na ekspozycji, których prace wywarły bardzo korzystne wrażenie, bowiem był to naprawdę - zdaniem wielu - "pierwszorzędny zespół dzieł". Tylko niejaki J. Babiński wyrażał się zupełnie negatywnie o obrazach i ich twórcach. "Przywieziono nam najnędzniejsze wybiórki z najnędzniejszego okresu malarstwa francuskiego, klasyczne wprost dokumenty degeneracji wspaniałej ongi kultury, w końcu XIX wieku zbarbaryzowanej pierwiastkami - orientalnymi, antycznymi, czy wprost murzyńskimi - a literacka prasa krajowa rozpisuje się z kabotyńskim entuzjazmem o blagierach w rodzaju: Picassa, Gauguina, czy Matisse'a, którzy brak umiejętności pokrywali sztucznym prymitywizmem, brak kultury dziwactwem, a słaby talent nadrabiali bezczelnością".
       A co pisali inni o sztuce francuskiej? Wszystkie prawie wypowiedzi świadczyć mogą o pozytywnym nastawieniu do malarstwa impresjonistycznego. Wartościowany był on bardzo wysoko. Natomiast kierunki awangardowe oceniano już raczej mniej przychylnie. Ogólnie "malarstwo francuskie jawi się jako niezwykle czarujące, pełne wytwornej prostoty, lekkości, niewymuszonej powadze i niezmiernym takcie". Jan Bojkowski na przykład zastanawiał się w czym tkwi wielkość tej sztuki. A mianowicie - pisał - "w odkrywaniu na każdym miejscu oraz w każdym momencie - piękna". Autorzy artykułów rozwodzili się też w dużej mierze nad wartościami malarstwa francuskiego. Cenili przy tym przede wszystkim prostotę i "szlachetny umiar we wszystkich przejawach wypowiedzi, świetne rzemiosło artystyczne", doceniali jego wysoki poziom, "cudowne zespolenie świeżej zmysłowości i subtelnego intelektualizmu, niewyczerpalną pomysłowość i bogactwo kierunków i indywidualności". Na szczególną uwagę zasługuje artykuł T. Pruszkowskiego, ze względu na wysokie stanowisko artystyczne jaki piastował autor. Pisał on mianowicie, iż "malarze francuscy mają ogromną cnotę, a ich malarstwo zbudowane jest na własnych tradycjach".
       Jeśli zaś chodzi o percepcję impresjonizmu, to problem ten wydaje się być trochę bardziej złożony. Jemu to poświęcona była największa ilość artykułów. Powszechnie impresjonizm był uważany za rewolucję i reformę całego malarstwa. Jak podkreślała J. Puciata - Pawłowska miał on "najpoważniejsze miejsce wśród prądów artystycznych XIX wieku" i dał "nowe spojrzenie na świat i życie", bowiem impresjoniści "wierzyli, że celem ich jest zdobycie słońca. Wierzyli, że osiągnięcie tego celu jest ich powołaniem, powołaniem malarstwa XIX wieku. Dla tej pracy poświęcili życie". To właśnie "światło i kolor stały się wiarą, hasłem i namiętnością tego malarstwa. Kardynalną zasługą impresjonistów jest to, iż otworzyli oczy ludzkie". "Impresjoniści - pisała Z. Norblin - Chrzanowska - są już w swoim rodzaju klasykami, są wartością bezsporną, która trwale weszła do dziejów sztuki". Tą samą myśl rozwinął w swoich rozważaniach na temat impresjonizmu Juliusz Starzyński, który ponadto podjął w swoim artykule problem zagadnienia stylu w sposób bardzo obszerny i przekonywujący. Na koniec pisał, iż "odwrót od impresjonizmu około 1910 roku był zjawiskiem powszechnym (...), świtać poczęła wtedy wizja nowego świata sztuki". Jednakże w roku 1937 nie wszyscy publicyści byli tak przychylnie nastawieni do awangardowej sztuki francuskiej.
       Ogólnie można nawet stwierdzić, że recenzje mało poświęcały miejsca nowatorskim kierunkom. Na temat współczesnego malarstwa francuskiego wypowiadali się nieliczni, między innymi Konrad Winkler, J. Starzyński, J. Bojkowski, M. Wallis, którzy wyrażali swój ogromny zachwyt i szacunek dla fowizmu czy kubizmu. Często jednak wątpiono w wielkość tej sztuki.
       Co do poszczególnych artystów, to najwięcej miejsca poświęcono także przedstawicielom impresjonizmu oraz przede wszystkim Cézanne'owi. Dla wielu krytyków był on postacią wyjątkową, prawdziwym klasykiem impresjonizmu i jednocześnie łącznikiem między impresjonizmem a kubizmem. Cézanne - według Wolffa - to jeden z najważniejszych malarzy drugiej połowy XIX wieku, a jego postawa twórcza "zmusza do szczerego szacunku" (Jan Bojkowski). Ponadto często podkreślano ogromne i nieobliczalne "znaczenie Cézanne'a dla całej sztuki". Sporo miejsca jego twórczości poświęcił w kilku artykułach "Czas" oraz "Polska Zbrojna" i "Kurier Poranny", a także "Nike", gdzie Józef Czapski i Henryk Stażewski zajęli się wpływami i znaczeniem tego malarza dla sztuki polskiej i europejskiej.
       Nie zapomniano również o Manecie czy Monecie i jego Impresji, której "subtelny czar po prostu zachwyca". Niewiele niestety pisano o artystach awangardowych. Znajomość tych ostatnich w Polsce wydaje się być dużo mniejsza. Tylko w kilku artykułach wspomniani byli Bonnard, Vuillard, Matisse, Dufy, Vlaminck, Derain czy inni.
       Podsumowując te wszystkie wypowiedzi prasowe można zauważyć, iż są one bardzo szczere i prawdziwe, czasem tylko niektóre może zbyt patetyczne. Wyrażają one jeśli nie autentyczny zachwyt dla samej wystawy i nowoczesnej sztuki francuskiej, to przynajmniej akceptację. Znaczenie tego przedsięwzięcia - nawet z naszego punktu widzenia - ogromne. Wystawa miała duży wpływ na życie artystyczne i kulturalne w Polsce. O jej oddziaływaniu pisał już w końcu marca 1937 roku Konrad Winkler: "Od chwili otwarcia wystawy zmieniły się u nas gruntownie opinie i nastroje w stosunku do twórczości plastycznej Francji, dobitnym tego wyrazem jest duże zainteresowanie na reprodukcje i publikacje z zakresu sztuki francuskiej". Ogólnie można więc rzec, iż nastąpił wzrost zwolenników w tejże dziedzinie.
       Jednocześnie w porównaniu do innych wystaw z drugiej połowy lat 30-tych, wydarzenie roku 1937 było na pewno największe. Rzadko pokazywano wówczas w Polsce sztukę zachodnioeuropejską (grudzień 1937 rok - współczesne malarstwo włoskie, pejzaż, kwiecień 1938 rok - współczesna rzeźba niemiecka), były wystawy sztuki łotewskiej (marzec 1936), węgierskiej czy estońskiej (kwiecień 1939). W tym okresie dominowała raczej plastyka polska. Ale wszystkie te wystawy miały o wiele mniejsze oddziaływanie i zasięg kulturalny.
       Podsumowując dotychczasowe rozważania należy podkreślić, że znajomość nowoczesnej sztuki francuskiej w Polsce końca lat 30-tych XX wieku była dość powszechna. Świadczyć o tym mogą przede wszystkim naprawdę liczne i często obszerne i poważne wypowiedzi na jej temat w prasie krajowej, właśnie w związku z wystawą w Muzeum Narodowym w Warszawie.
       Jednakże impresjonizm czy sztuka awangardowa 1 ćwierci XX wieku wywoływała często sprzeczne wrażenia, powodem tego była ich różnorodność i odmienność. Pozytywne opinie przeważały raczej w stosunku do impresjonizmu, natomiast "awangarda" odbierana była mniej przychylnie. Jak pisała w swojej pracy Zofia Baranowicz "rok 1937 był trudnym rokiem dla całej polskiej awangardy". Wpływ na to miała - według autorki - ofensywa zwycięskiego koloryzmu. Być może wiązać to można z polskim tradycjonalizmem w sprawach sztuki, a ponadto z ogólnym kryzysem sztuki awangardowej w Europie przed wybuchem II wojny światowej.
       Interesującym problemem wydaje się tu być również odbiór twórczości Cézanne'a, którego zaliczano zawsze do tej "łagodniejszej" awangardy. Stosunek do tego artysty był w Polsce pełen podziwu. O Cézanne'ie pisano zawsze i przy tym dużo, zarówno przed, w czasie, jak i po wystawie w 1937 roku.
       Wydaje się, że właśnie ten malarz wywarł największy wpływ na sztukę polską 20-lecia międzywojennego.

 

 

IV. Impresjonizm w świadomości polskiego społeczeństwa początków XXI wieku

 

A dziś - po przeszło 60 latach od tamtych wielkich wydarzeń w polskim życiu kulturalnym - co można powiedzieć o percepcji sztuki francuskiej?
        Pragnę właśnie poniżej zastanowić się nad tym problemem w związku z wystawą w warszawskim Muzeum Narodowym zatytułowaną "Od Maneta do Gauguina. Impresjoniści i postimpresjoniści ze zbiorów Musée d'Orsay w Paryżu", która trwała od 19 stycznia do 25 marca 2001 roku, a następnie - po sześciotygodniowym pokazie w Poznaniu - także w Krakowie do 4 lipca 2001 r.
         W Warszawie ekspozycję 44 dzieł malarstwa, rzeźby i grafiki obejrzało 220 tysięcy zwiedzających. Wystawa została zorganizowana z wielkim przepychem i multimedialną oprawą. Jednakże mimo - jak pisano - dużego rozreklamowania, zainteresowania i powodzenia wśród przeciętnych odbiorców sztuki, w prasie krajowej nie miała zbyt szerokiego oddźwięku; oceniana była przy tym dość różnie, ale zasadniczo pozytywnie. Na temat wystawy pisali raczej tylko dziennikarze, a nie krytycy sztuki i dlatego też ich wypowiedzi często wydają się mało fachowe. Oprócz krytycznych recenzji z wystawy, pojawiły się nieliczne artykuły na temat historii i zasad impresjonizmu oraz jego twórców.
       Recenzentom głównie nie podobał się sposób zorganizowania ekspozycji (rozmieszczenie obrazów, sztuczny podział na impresjonistów i postimpresjonistów, dobór eksponatów - raczej przeciętny, ze sporą ilością obrazów słabszych, brak prac neoimpresjonistów i dzieł sztandarowych Moneta, van Gogha czy Cézanne'a).
        Natomiast brak opinii zupełnie nieprzychylnych, raczej wyczuć można było niedosyt w związku z takim a nie innym doborem obrazów. W zasadzie była to - zdaniem wielu - "pierwsza od zakończenia wojny tak znacząca prezentacja francuskiego impresjonizmu w Polsce", a jednocześnie wydarzenie "najwyższej rangi, godne zapamiętania". Dla wielu zwiedzających wystawa ta stała się jedynym w życiu, a przy tym "niezapomnianym spotkaniem z arcydziełami sztuki niezależnych malarzy końca XIX wieku", którzy uważani są powszechnie za "klasyków". Cieszą się oni ogromną popularnością wśród rzeszy wielbicieli oraz "sławą porównywalną z gwiazdami kina i muzyki pop". "Impresjoniści są po prostu znani, kochani i cenieni, a ich nazwiska wypada wymawiać z szacunkiem i najwyższym uznaniem". Sztuka ich wzbudza ogólny zachwyt, a jej "odbiór nie wymaga szczególnej erudycji". Jest ona łatwa, miła i przyjemna.
          Tak oto wygląda moim zdaniem dzisiejsza percepcja sztuki francuskiej w Polsce. Dostrzec tu można ogromne jej spłycenie, wręcz wypaczenie. Zastanowić należałoby się nad przyczynami tego zjawiska. Czy wpływ na to ma powszechna dostępność "impresjonizmu" poprzez książki, albumy, filmy lub pocztówki, czy raczej moda lansowana w mediach?
        A może na taki a nie inny odbiór (ten dzisiejszy) malarstwa impresjonistycznego oddziałała sama właśnie wystawa w warszawskim Muzeum Narodowym, nastawiona na przyjemność, masowość i komercyjność, a przy tym na większą lub mniejszą przeciętność? Czy zatem wydarzenie to będzie miało jakiś wpływ na dość tradycyjne przecież gusty polskiej publiczności w sprawach sztuki? Czy można w ogóle liczyć na jakiekolwiek oddziaływanie w bliższej przyszłości? Trudno raczej coś przewidzieć, ale wydaje mi się, iż jest to mało prawdopodobne.

 

Autor:
© Anna Gąsior

 

2000/ 2001 r.
pod kierunkiem:
dr T. F. de Rosseta
z IHSN WSzP UMK

 

* il.1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki w towarzystwie ambasadora Francji Leona Noël'a (po lewej) i dyrektora MN Stanisława Lorentza (po prawej), w gmachu przy Al. 3 Maja 13 (ob. Al. Jerozolimskie), 17 III 1937. Zdjęcie z wystawy pochodzi z www.mnw.art.pl.

 

U W A G A !

Kopiowanie, reprodukcja, retransmisja lub redystrybucja jakichkolwiek materiałów zamieszczonych na tej stronie w całości lub w części, w jakimkolwiek medium lub w jakiejkolwiek formie bez oficjalnej zgody autorki jest stanowczo zabronione.

 

WSTECZ

 

STRONA GŁÓWNA